Witamy wszystkich!
Dzisiaj jest sobota - jak obiecaliśmy - jesteśmy! Niestety nie będzie dziś piosenki, ani wywiadu, bo Stefciu źle się czuje... mówi Zdzisiu... No tak, mamy historię z życia wziętą o naszych dziadkach ze strony mamy - jak to było, że się poznali, zauroczyli, zaprzyjaźnili, zakochali, chajtnęli itd. :) Kropka... na chwilę zawołam Stefcia. Stefciu!! Stefciu!!
- Jestem, jestem.... O... Dzień dobry! (Stefciu)
- Dzień dobry! ;) (Zdzisiu)
- Oj, Zdzisiu, nie mówię do Ciebie, tylko do naszych widzów! :/
- No dobra... no to ta historyjka, nie?
- A.... dobra. To będzie historyjka o tytule ,,Historyjka o tym, jak babcia i dziadek się chajtnęli - część 1".
- Tytuł mógłby być dłuższy!
- Oj, Zdzisiu, nawet nie zacząłem, a już się wtrącasz.
- Dobra. No, mów, mów.
- Dawno, dawno temu, bo pół wieku temu, za górami, za wzgórzami i wzniesieniami, i dołkami, i kotlinami, i za kamyczkami, i za...
- Stefciu! Skończ już!
- ... i za skałami, stawami, oceanami, morzami, jeziorami i kałużami...
- Stefciu!
- ... i za lasami oczywiście... ekhem... był sobie taki Pan Rysiu, który miał kota Ksawerego bez imienia, o którym będzie bajka potem. Pan Rysiu mieszkał w miasteczku Patko w różowym domu z balkonem. Obok w żółtym domu z oknami i bez balkonu mieszkała Pani Lodzia, która nie miała kota, ale miała jabłoń. Pewnej pięknej nocy Pan Rysiu wyszedł na balkon podlać kwiaty i...
- Nie mógł podlać kwiatów w dzień? :/
- Przecież to nie ja poszedłem je podlewać tylko Pan Rysiu (dziadek)!
- No dobra... No mów, mów.
- ... i zobaczył wystającą z okna, sąsiadującego domu Lodzię. Była piękna, je drewno było gładkie, jej brązowe oczy lśniły w blasku księżyca, jej duże, pełne, różowe usta kusiły go namiętnie, a na jej głowie zwracał na siebie uwagę słomkowy kapelusz owinięty żółtą wstążką. Tak... zapamiętamy ten kapelusz... Lodzia jednak bacznie obserwowała Rysia, na jego umięśnione, opalone, drewniane ciało i jego zielone, okrągłe oczy, a także silny, zabawny uchwyt zerkała z boku. Rysiu aż się prosił o całusa. Zaczęli rozmawiać. Zostali przyjaciółmi, dopiero, gdy skończyły się wakacje (rok 1959), mieli oboje 20 lat, i wszyscy powracali do swoich domów z cudownych miejsc, Lodzia i Rysiu wyszli do ogrodu. A gdy siebie ujrzeli, nie mogli już wytrzymać. Zaczęli biec do siebie, wykrzykując swoje romantyczne imiona.A kiedy byli już blisko siebie, wyciągnęli uchwyty ku sobie. Obejmowali się mocno przez jakiś czas, a Lodzia czule go pocałowała, leciutko, prosto w usta. Pocałunek trwał pół minuty. :)
- A Ty skąd to wiesz?
- Babcia mi mówiła. :) Dobra... I tak zauroczenie zamieniło się w gorącą miłość, która trwa do dzisiejszego dnia.
CDN... (To be continued...)
- Dobrze, Stefciu, dziękujemy, to była pierwsza część, następna będzie niedługo, najprawdopodobniej dzisiaj, przygotujcie się! :D W następnej części co takiego będzie, Stefciu? Zdradzisz coś nam?
- Oczywiście, będzie tam o ślubie, skrót życia naszej mamy oraz trochę o dzisiejszych dniach i naszym życiu! Będzie naprawdę romantycznie! A wiecie, że będzie tam i o nas?
- Serio? Nie mogę się doczekać.
- To świetnie! Nie jesteś jedyny! Dziękuję za wszystkie pochwały, ochy i achy, i w ogóle... :)
- Tak. Oczywiście na chwilę się z Wami żegnamy i życzymy Stefciowi szybkiego powrotu do zdrowia! Bądź zdrów jak ryba, Stefciu! Jak rybcia! xD
- Dziękuję... jak rybcia... poczekaj... mam wenę! Napiszę kolejną historyjkę o rybie.
- Może o tuńczyku?
- O... tak! Uwielbiam tuńczyki... To co, idziemy na tuńczyka?
- Bardzo chętnie. A Wam jeszcze chcę powiedzieć, że już wkrótce pokażę Wam moje rysunki ... jak, je tylko znajdę... Rysunki do... do tego, no ... do tego opowiadania Stefcia, które jest u góry, i którego drugą część możecie przeczytać za chwilę. Do zobaczenia za moment! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz